dziewczyństwo, kobiecość i feminizm

Ostatnio „dziewczyńskość” odmienia się przez niemal wszystkie przypadki. Chętnie sięga po nią część feministek, szukając w niej polskiego „girlhoodu”, w nawiązaniu do „boyhoodu”, czyli męskiej sztamy. Wdarła się do mainstreamu między innymi dzięki serialowi „Girls” i pozaekranowej działalności jego twórczyni, Leny Dunham. Kojarzyć się może również z muzycznym ruchem Riot Grrrl i wszelkimi jego późniejszymi pochodnymi. Dziewczyńskie dziewczyny i kobiety odzyskują własny głos, zauważają swoje potrzeby i szukają miejsca dla siebie w obecnym agresywnie kapitalistycznym, silnie patriarchalnym, niezapewniającym systemowo bytowego bezpieczeństwa świecie.

Sama początkowo polubiłam pojęcie dziewczyńskości, przyjęłam jako coś swojego i nadal mam do niego dużo sympatii. Sytuuje się gdzieś poza metryką, w duchowym bezczasie (czy raczej aczasie), mieści w sobie zadziorność i buntowniczość oraz zdrową manifestację tego, że „teraz ja i moje potrzeby!”. Jednocześnie zawiera w sobie rodzaj dystansu, dzięki któremu za każdym razem, kiedy używamy tego określenia, z urokiem mrugamy okiem do odbiorczyni czy odbiorcy przekazu. Niestety, nabieram przekonania, że ta rezerwa ów przekaz społecznie wyalienowuje i elitaryzuje, ugładza i infantylizuje, a w efekcie – czyni nieskutecznym, czy raczej: samozwrotnym.

Można się oczywiście sprzeczać o to, czy zdystansowana forma i feministyczna treść nie są przypadkiem rozłączne, a więc nieważne, jakimi kredkami, ważne, co malujemy (nie są, jest ważne). Czy nie da się w ironii przemycić poważnych opinii czy postulatów (da się, ale pod określonymi warunkami i ze świadomością, że trafią one do odpowiednio przygotowanych umysłów). Czy granie niedorosłością nie jest strategią bycia w świecie idealnie skrojoną na miarę naszych czasów, jedyną możliwą odpowiedzią na system, który z definicji nie robi nam dobrze i ogranicza pole działania do mieszczącego się w określonych ramach – skoro nie będę w pełni stanowić o sobie, zadowolę się grą w samostanowienie (możliwe, że jest, ale nierzadko jest wykorzystywane przez osoby klasowo uprzywilejowane i mogące sobie na taką zabawę zwyczajnie pozwolić, a w konsekwencji skutkuje tym, że ów system wzmacnia).

Dziewczyńskość (podobnie jak dyskutowany ostatnio selfie-feminizm) na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie atrakcyjnej strategii, ale po bliższym oglądzie okazuje się bardzo często wpadać w polityczno-estetyczne pułapki. Mimo że wpisane są w nią rewolucyjna energia i nieskrępowane konwenansami możliwości działania, to nie są one wystarczająco radykalne, aby z owych możliwości skorzystać. Co więcej, nierzadko wiąże się z infantylizacją, tym samym wpisuje się w obecne we współczesnej, silnie spatriarchizowanej kulturze traktowanie kobiet jako „dziewczyn”, niedorosłych istot, które mogą sobie pokrzyczeć, robić happeningi, wydawać ziny lub działać w inny sposób, ale których na poważnie brać nie trzeba. Podejmowane działania bardzo często ograniczają do zaspokajania potrzeb swoich lub najbliższej grupy. Nie jest to złe jako takie, nie sprzyja jednak ani dążeniu do faktycznej zmiany społecznej, ani do wyjścia z zaklętego kręgu feminizmu pierwszego świata. Zabawa – nawet jeśli okraszona walką o dobro małej wspólnoty – pozostaje korzystaniem ze swego rodzaju wentylu bezpieczeństwa, grą z systemem, w którym wiadomo, że on wygra. To budowanie zamków i babek w piaskownicy, która za chwilę będzie strukturalnie zasypana patriarchalno-kapitalistycznym, przemocowym brudnym piachem.

Celebrowanie dziewczyńskości może być cenne jako krok na drodze do faktycznego przebudzenia kobiecej walki. Również opartej o siostrzeństwo, ale dojrzalszej w postulatach i doborze środków, kwestionującej status quo wyraźnie i bez przymrużenia oka czy kompromisowego postulowania zmian. Wyzbytej strachu przed powiedzeniem: „Jesteśmy wkurwione, mamy dość, chcemy połowy władzy i świata akceptującego i szanującego potrzeby wszystkich – kobiet, mężczyzn, osób trans”. I mówiącej to jak najbardziej poważnie. Myślącej o społecznej strukturze szeroko i wielopoziomowo, dostrzegającej konieczność wyzbycia się przymusu „fajności” i akceptowalności wykrzykiwanych haseł. Mającej świadomość tego, że feminizm to nie tylko moja możliwość ekspresji siebie i moja wolność w wyborze tego, jak ułożę swoje życie (ciągle dostępna tylko określonej uprzywilejowanej grupie kobiet), ale też solidarność z tymi osobami, które ową możliwość i wolność mają jedynie teoretycznie, których ruchy są niezwykle mocno ograniczone przez strukturalne ramy. Że póki każda osoba w każdym miejscu na świecie nie będzie mogła być bezpieczna, wolna w swoich wyborach i od jakiejkolwiek formy przemocy, walka nie będzie skończona. Każdy mainstreamowy ruch określający się jako feministyczny i sugerujący, że osiągnęłyśmy zwycięstwo, bo mamy prawo protestować, na Wall Street staje pomnik odważnej (nomen omen) dziewczynki albo w firmach pojawiają się parytety na poziomie zarządów, to szkodliwa kpina z problemów, jakim stawiamy czoła.

Czy ktokolwiek może być w pełni wolny w późnym kapitalizmie, w którym wszystko jest na sprzedaż i niemal wszystko jest uzależnione od pieniędzy, a w konsekwencji – miejsca w społeczeństwie, które wyznaczają nam posiadany kapitał i przestrzeni, jaką zajmujemy w skomplikowanym układzie władzy i klasowych zależności? Śmiem wątpić. Jednocześnie jestem pewna, że tylko wspólnymi siłami i wspólną walką jesteśmy w stanie dążyć do realnej zmiany. To prawda, że kropla drąży skałę. Ale jeśli będzie na tyle miła i przyjemna, że skała jej nie odczuje, nigdy nie dojdzie do zmiany powierzchni, której dotyka.

„If feminism is universal, if it is something that all women and men can “get on board” with, then it is not for me.
If feminism is nothing more than personal gain disguised as political progress, then it is not for me.
If by declaring myself a feminist I must reassure you that I am not angry, that I pose no threat, then feminism is definitely not for me.
I am angry. And I do pose a threat.”*

 

 

*Jessa Crispin, Why I Am Not a Feminist: A Feminist Manifesto, 2017

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s