nola by bob dylan

“O zmierzchu spacerowałem po mieście. Powietrze było mroczne i upajające. Na betonowym gzymsie przycupnął olbrzymi wychudzony kocur. Podszedłem blisko, ani drgnął. Żałowałem, że nie mam dzbanka z mlekiem. Moje oczy i uszy były szeroko otwarte, świadomość w pełni rozbudzona. Pierwsze, na co zwracałem uwagę w Nowym Orleanie, to cmentarze – mocna sprawa, jedna z najlepszych rzeczy, jakie oferuje to miasto. Przechodząc obok, człowiek stara się być jak najciszej, żeby nie budzić zmarłych. Grobowce w stylu greckim i rzymskim – budowane na zamówienie, widmowe, pałacopodobne mauzolea, znaki i symbole ukrytego rozkładu – duchy kobiet i mężczyzn, którzy grzeszyli i umarli, a teraz żyją w grobach. Tutaj przeszłość nie przemija tak szybko. Umarłym mozna być długo. Duchy rywalizują o dostęp do światła, niemal słychać ich ciężki oddech, bardzo chcą gdzieś dotrzeć. Nowy Orlean, w odróżnieniu od wielu innych miejsc, do których się wraca, zachował swój dawny urok. Noc może cię tu pochłonąć, ale właściwie pozostajesz nietykalny. Za każdym rogiem czeka obietnica wspaniałej przygody, wszystko dopiero się zaczyna. Za każdymi drzwiami kryje się coś obscenicznie radosnego albo ktoś płacze z twarzą ukrytą w dłoniach. W sennym powietrzu pulsuje leniwy rytm, armosfera jest gęsta od dawnych pojedynków, romanów, głosów, nawołujących się towarzyszy. Wszystko niewidzialne, a mimo to wyraźnie obecne. Zawsze ktoś tonie. Tutaj każdy należy do jakiegoś tajnego rodu z Południa. Albo jest cudzoziemcem.

(…) W każdej chwili dzieje się tutaj tysiąc różnych rzeczy. Zawsze można stać się świadkiem obrzędów ku czci jakiejś nieznanej królowej. Arystokraci i osoby z tytułami jak obłąkani podpierają ściany i czołgają się w rynsztokach. Nawet oni miewają interesujace spostrzeżenia. Tutaj nic nie wydaje się niestosowne. Całe miasto jest jednym wielkim poematem. (…)

Tutaj liczy się tylko dzień dzisiejszy, potem nastaje wieczór, a jutro znów będzie dzisiaj. Na drzewach rośnie chroniczna melancholia. To miasto nigdy nie nuży. Po pewnym czasie człowiek zaczyna się czuć jak duch z jednego z grobowców, jakby zwiedzał muzeum figur woskowych pod karmazynowym niebem.”

 

B. Dylan, Kroniki, przeł. M. Szuster, Wołowiec 2014.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s