czytanki na zimę o tym, że chcemy całego życia

Niezobowiązująca lista lektur z feminizmem w tekście albo podtekście na tę zimę, cherry-picking rzeczy przyjemnych i raczej łatwych. Zachęcam, polecam, może się spodobać.

Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry? Reni Eddo-Lodge (przeł. A. Sak, wyd. Karakter, Kraków 2018)

Krótka, treściwa i ciekawa książka, którą można potraktować jako wprowadzenia do intersekcjonalizmu. Co oznacza to trudne słowo? Nic więcej jak to, że nie ma walki o prawa kobiet bez uwzględnienie ich położenia społecznego (czytaj: klasy), korzeni (czytaj: rasy) czy tożsamości płciowej (czytaj: genderu). Reni Eddo-Lodge udowadnia, że nawet w postępowej Wielkiej Brytanii jest o co walczyć, a także uczciwie pisze, że żeby zmiana była daleko idąca, trzeba rozwalić “kapitalistyczny patriarchat białych suprematystów” (za bell hooks) i zbudować coś nowego na jego zgliszczach. Utopijne postulaty? Trochę. Ale właśnie takich potrzebujemy w tych ciekawych czasach.

Dobre ciało Eve Ensler (przeł. M. Walendowska, wyd. W.A.B., Warszawa 2007)

Garść przypowieści o tym, że każde kobiece ciało jest dobre, piękne i mądre, o ile mu nie przeszkodzimy takim być. A także o tym, że często, niezależnie od wieku, pochodzenia, statusu społecznego czy tego, jak faktycznie wyglądamy, ingerujemy w nie, dyscyplinujemy i gonimy utopijny (czy raczej dystopijny) ideał piękna. Eve Ensler opisując spotkania z mieszkankami Europy, Ameryk Północnej i Środkowej, Azji czy Afryki udowadnia, że choć bywamy same dla siebie okrutne, to pokochanie własnego brzucha (jakim by nie był) jest możliwe.

Smażone zielone pomidory Fannie Flagg (przeł. A. Biała, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 1997)

Jedna z cieplejszych książek o kobiecej bliskości, jakie powstały. Idealna na jesienne czy zimowe wieczory podróż do Alabamy lat 30-tych XX wieku, gdzie dwie przyjaciółki zakładają kawiarnię, walczą z przemocą domową czy rasizmem i przekraczają oczywiste dla siebie role (alert gender). Sprawnie napisana, błyskotliwa, zabawna, ładnie grająca napięciem i kolejnymi zwrotami akcji. Prawdopodobnie znacie świetną adaptację filmową (reż. Jon Avnet), warto też poznać książkowy pierwowzór.

Mężczyźni objaśniają mi świat Rebecca Solnit (przeł. A. Dzieżgowska, wyd. Karakter, Kraków 2017

Tej książki chyba nie trzeba specjalnie przedstawiać – odbiła się szerokim echem, kiedy Karakter wydał ją po polsku. Rebecca Solnit nie opisuje rzeczy zaskakujących dla tych, ktore i którzy mają już przemyślane sprawy kobiecego bycia w świecie, ale zgrabnie pokazuje, z czym większość z nas spotyka się na co dzień i od święta oraz daje kilka wskazówek odnośnie tego, jak sobie z tym całym patriarchalnym syfem sprawniej radzić. Osobom, które jeszcze nie spotkały się np. z terminem „mansplaing” czy „gender mainstreaming” da do myślenia i pomoże otworzyć oczy – albo zastanowi i rozjuszy. Wszystko to w formie łatwej i przyjemnej.

Strach przed lataniem Erica Jong (przeł. M. Fabianowska, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 1998)

Kolejny kobiecy klasyk, który po pierwszym wydaniu w 1973 wywołał trochę zamieszania. Niestety, w związku z tym, że zmiany społeczne nie doprowadziły jeszcze do przedefiniowania kobiecości i tego, co nam wolno, a czego nie w relacji z sobą i innymi, a domiar złego blacklash na niemal każdej szerokości geograficznej ma się dobrze, nie traci na aktualności. Książka o mierzeniu się z sobą, tradycyjnymi wyobrażeniami miłości i macierzyństwa, a także próbach wyzwolenia seksualnego, uwalniania się od lęków i otwarcia na przygodę. Czytadło do przerobienia.

Mit urody Naomi Wolf (przeł. M. Rogowska-Stangret, wyd. Czarna Owca, Warszawa 2014)

Kolejna książka o tym, co, jak i dlaczego robimy z własnym ciałem – tym razem skupiająca się na społecznym wymiarze „dbania” o nie. Wats nie tylko mówi, jak jest, ale i ma na to morze argumentów, statystyk oraz przykładów konkretnych działań przemysłu kosmetycznego i oddzieżowego. Jako że uważam, iż restrykcje w sferze kobiecej cielesności to jeden z głównych sposobów na partiarchalno-kapitalistyczną dominację nad nami, a ta książka ładnie to udowadnia i opisuje, zachęcam do lektury.

Dziewczyna z zespołu Kim Gordon (przeł. A. Wojtasik, wyd. Czarne, Wołowiec 2016)

Wisienka na torcie, bo wiadomo, że życie bez co najmniej odrobiny rock’n’rolla byłoby nudne i w żadnej feministycznej rewolucji bez tańca nie chcemy brać udziału. Kim Gordon, basistka i wokalistka Sonic Youth (który świetnym zespołem jest, odsyłam do dyskografii), opisuje swoje doświadczenie tworzenia i grania w postpunkowej kapeli. Pisze o początkach zespołu, nagrywaniu, koncertowaniu, wreszcie rozpadzie SY i osobiście rozlicza się z tym, z czym w latach 80. i 90. wiązało się bycie muzyczką. Samo się czyta.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s